Witam was kochani :)
Wiem , strasznie długo mnie nie było . Nie będę się usprawiedliwiać bo jak wiadomo każdy ma swoje życie i dlatego własnie od jesieni mój blog był w stanie uśpienia , ale od dzisiejszego dnia do was powracam :)Mam nadzieję , że się cieszycie :)
U mnie okropnie dużo się pozmieniało . Od 4 miesięcy mam chłopaka , jestem szcześliwa , zmieniłam towarzystwo , przestałam nareszcie przejmowac się opinią innych , z kilkoma osobami się pogodziłam z kilkoma pokłociłam , ale przede wszystkim przeszłam próbę , której strasznie się bałam . Ale o tym opowiem wam innym razem :) Wiadomo , każdy się zmienia z biegiem czasu i ja chyba też się zmieniłam , a czy na lepsze czy na gorsze to sami ocenicie po upływie czasu :)
KONIEC TRUCIA O MNIE :)
Dzisiaj chcialam się z wami podzielić moimi przemyśleniami na temat starty kogoś bliskiego np. przyjaciółki , albo chłopaka oraz na temat jakie mozna wyciągnąc z takich sytuacji pożytki i pouczenia :)
Na pewno kazdy z was kiedyś doświadczył czegoś podobnego albo był świadkiem takiego wydarzenia . Jak zapewne wszyscy wiemy nie jest łatwo pogodzić się z myślą , że twój najlepszy przyjaciel czy przyjaciółka , z którymi bylłaś nie rozłączna , nagle się na Ciebie " wypina " i traktuje bez uczuciowo . Niestety takie jest życie . Nie dawno dokładnie 3 miesiące temu sama starciłam przyjaciółkę . Na początku jak każdy nie mogłam się z tym pogodzić ale z upływem czasu widze , że nawet dobrze się stało . Zawsze gdy tracimy kogoś bliskiego jest nam cieżko , jeżeli ta osoba była dla nas kimś ważnym to tak naprawdę nigdy nie przestanie istnieć w naszym sercu . Ale nigdy nie wolno nam się załamywać . Jeżeli przyjaciółka lub przyjaciel byli by dla nas naprawde prawdziwymi przyjaciółmi to nigdy by od nas nie deszli . Zwłaszcza z powodu innej osoby . Dzisiaj minęły już chyba ponad 3 miesiace jak nie utrzymuje kontaku z tą moją byłą "BFF" i szczerze powiedziawszy dziękuje Bogu , że to się tak skończyło . Dzięki kłótni , dzięki szczerości i chamstwie jakie mi pokazała , zobaczyłam że jestem strasznie łatwo wierna i przestałam ufać ludziom , których praktycznie nie znam . Z upływem czasu dochodzę do wniosku że ta przyjaźń była jednym z większych błędów i nie przemyślanych decyzji . A jaki mogę wyciągnąć z tego morał ? Nie ufaj ludziom , zanim nie poznasz ich w każdej sytuacji . Tak naprawdę dzisiaj nie ufam prawie nikomu i prawie nie mam przyjaciół . Jedynym moim przyjacielem któremu ufam bezgranicznie jest mój chłopak i szczerze powiedziawszy wole mieć jednego prawdziwego przyjaciela niż setki fałszywych . Bo kiedyś tak było , co drugą osobę uznawałam za przyjaciela/ przyjaciółkę , a dzisiaj ? Dochodzę do wniosku , że im mniej osób wie o mnie coś więcej tym lepiej .
Ktoś może mi powiedzieć , że przeciez to że starciłam kilku przyjaciół to nie tylko ich wina ale też moja .
Lub że nie widzę swoich błędów , tylko czyjeś . To nie jest prawdą . Tak naprawdę widzę swoje błędy i staram się na nich uczyć oraz nigdy więcej ich nie popełniać , no ale jak to mi ktoś kiedyś powiedział " chamstwo za chamstwo " . A uczyć się na błędach jest naprawdę ogromną sztuką . Ja z natury jestem narwana , nie myślę co robię i mówię , ale ostatnie miesiące pokazały mi jak kruche jest życie i przyjaźń ... i jak bardzo czasami mogę żałować pewnych słów lub podjętych decyzji .
Więc kochani , na dzisiejszy wieczór życzę wam abyście tak jak ja to zrobiłam półtora miesiąca temu znaleźli choć chwilę usiedli sobie w ciszy i spokoju i przemyśleli swoje życie , swoje decyzje , swoje znajomości zebyście nawet sobie popłakali , bo przecież to nic złego , a myślę że kazdemu z nas przyda się czasami chwila przerwy i rozterki nad własym życiem .
KILKA FOTEK Z OSTATNICH MIESIĘCY :) POZDRAWIAM I ŻYCZĘ WAM MIŁEGO SOBOTNIEGO WIECZORKU ^^

.jpg)




